niedziela, 12 kwietnia 2015



"POLSKA - Piękna to RODZINA"

poemat heroikomiczny,

autor : Sewer Ukleja


WSTĘP

(gdzieś w sieci - w internecie - niezależna/y telewizja/portal)

Wydarzyło się to dziesiątego
W Polsce Kwietnia roku bezpańskiego...
Była cisza i był spokój w Kraju,
Nie na łączce i nie przy ruczaju...

Będzie nie-jak to opowieść o Nas -
O Narodzie jakże różnym w ten czas,
W czas poprzedni - jak również teraźniejszy -
Z wnioskiem - na przyszłość dla Nas najważniejszym...

Opowieść to może nie stosowna trochę,
Bo śmiech często będzie mieszał się ze szlochem...
Czytelniku - różne sceny były wtedy,
Mores - nicość - ale coś też musi śmieszyć(!)...

Było kilku funkcjonarzy, lecz czy dobrych -
Nam się marzy(...) - w swej dobroci tak osobnych,
Że aż nawet osobliwych - sztuczny uśmiech -
Sztuczne miny - pod przykrywką nam rządziły...

Komoruchow - jeden zdrajca - twierdził zawsze,
Że ma jajca - w Budzie Ruskiej swej bytował...
Drugi ryży - ryży kudła - zwał się Tuskow -
Ta łachudra plądrowała naszą ziemię -

Matka-Polka dla Tuskowa - była tak jak
Nocna Zmiana - nie uchodził za cymbała -
Tak to bywa polityce - wypił z Bolkiem
Ciut za dużo - w p-potylicę hasło wbił se -

Że PANOWIE LICZĄ głosy -
Było to po MAGDALENCE,
Michnik, Kuroń i Geremek -
Byli głową operacji -
Z - ed consortes POTWORAMI...

Się czerwona swołocz spięła -
Uwłaszczyli Państwo dla się,
Ośmieszali Bohaterów -
Którzy są naprawdę niemi
A lustracja to potwarze...

Więc po sądach się włóczyli -
Mamy władzę - tak podobno -
Że być może w jednej trzeciej...
Do Smoleńska trzeba lecieć...

Więc też mamy finansjerę,
Ale polski swej nie kocha.
Nie odczuwa z Nią bliskości
Pieniądz tylko w sercach gości...

Czy masony czy też służby -
Jedno z drugim w kopulacji
I na rautach - tak... - w libacji...

Muszą jakoś se zarabiać -
Nasi "wielcy patrioci",
Którzy darem swym potwierdzą -
Że tam jakiś jeden procent,
Że fundacja, chleb powszedni...

Nowe Polsce nadać imię(?) -
Ale najpierw znać przyczynę -
Coś brzemienne, niebrzemienne -
Często w skutkach opłakane...

Gruba Kreska - nie Olszewski -
Kaczyńskiego rząd dopiero -
Doszedł dzielnie nam do władzy -
Pokazywał : "Król jest nagi!"...

Lecz dwu Braci w opozycji -
Prezio i rząd w koalicji
To za dużo dla czerwonych,
Jak i również tych różowych -
Których cele tym podobne -
By laicko było w Polsce...

A na Gruzję w końcu Rosja
Zamierzyła się sromotnie -
Gaz nasz z łupków NASI chcieli,
Byśmy byli niezależni...

Po tych dziwnych wydarzeniach -
Znów historia się Nam pisze,
Lecz jakoby trochę inna...
Po tragedii same zgliszcza...

AKT I

SCENA 1

(10-ty kwietnia - rocznica tragedii,
trzech znajomych - Sergiej, Jakub i Witold oglądają telewizję
podczas imprezy)

Jakub

Ależ w Ti-Vi same bzdury,
Lepsze nasze zakapióry.
Co tam jakaś Magdalenka -
Mówię - wszystko mam ja w dupie -
Lepiej razem, raźniej w kupie...

Sergiej

Kaczyńskiemu bić palemka,
Więc podzieli znowu Naród -
Nie jesteśmy już narodem
Tylko głupim ciemnogrodem.

Witold

Nie chciałbym ja być niegrzeczny,
Lecz to miecz jest obosieczny.
Informacje takie poda
Cny służbisty - kręcąc loda...
To wojskowe służby przeto -
Ściślej dość(?) infromacyjne
Razem z byłym KGB...
Jakub - chcesz być, wiem... artystą...
Siergiej - nic nie mówię o rodzinie -
Nie mówimy kto był kiem...


(Kilka urodziwych dziewcząt zaczyna przysłuchiwać się rozmowie)

Jakub

Czy Kaczafi coś nam zmieni(?),
Woli on nas wszystkich dzielić
Na Polaków tych prawdziwych,
Jak i naród wszem-tubylczy.
Janusz Korwin...

Sergiej

                 Koran - Mekka...
To przesada jakaś lekka?
Witek prawdę ci nam powie,
Bliżsi jemu trzej królowie!!!
Kapitalizm to jest to...

Witold

Kto skorzysta - kto, no kto???...

Jakub

Ogłupieni dobrobytem
Dziś szukamy dyktatury -
Maciorewicz i te knury,
Wszystkie takie same są?

Witold

"Macio?..."

Sergiej
(upijając łyk piwa)

        ...że co?

Witold
                 Wsio...
Wsio rawno i liberalizm,
Leseferyzm, oligarcha...
Będzie nam tu kapitalizm?
Lekarz, prawnik i artysta -
Kto ma być kapitalista?
Ci atlasi, co świat dźwigną
Ze sromotni i niebytu,
Aby już nie było słabych -
Dla nas i lepszego bytu?
Że etatyzm, że katole?
Wolność, słowa - że faszole?
Liberalizm nabrał dziś
Niewłaściwych nam proporcji
Burżuazją nam czerwoni,
Więc ja nie wiem, czy się cieszyć -
Brat kolegi jest kaleką...
To dresiarze - narkomani,
Że już nie miał, jak zapłacić -
Go pod pociąg wtem rzucili,
Nie wiedziałem - aż do chwili...
Nie ma ZUS-u - śmy szczęśliwi(!)...
Zna on kilka też przypadków,
Że gdy nie ma żadnych świadków -
We spółdzielni inwalidów -
Mobbing jest - a normy nie zrób?(!)...

Siergiej

Eee, tam... Ludzie dobrzy są z natury...
Na fundację dadzą z góry -
Albo sami sfinansują...

Witold

Są szczęśliwi, gdy górują.
A co z grzechem pierworodnym???!!!
Że kapitał zawsze dobry?
Z tych dogmatów nam się biorą -
Ludzie z duchem nadczłowieka -
Bo na ziemi niebo czeka,
Problem jest nam jeno taki,
Że jesteśmy coraz starsi...
Że dzieciaki na świat przyjdą...

Siergiej

Polska jest czerwoną hydrą?...
Jak mówiłeś kiedyś, Witku...


Witold

Tobie nie jest źle, a my tu,
Wszystko chcemy odpaństwowić -
Wszystko samo się załatwi?!...
Interwencja to powinność,
Odpowiednich ludzi czynność...
Problem jest z tą demokracją,
Lecz czy wiesz, że w mediach płacą -
Jeśli kto z dezinformacją...
Ludzie, co za kulisami -
Niegdyś razem z komuchami...
Samobójstwa, mafii terror...
W kompie widzisz tylko "ERROR"...
San-Tzu znał już te zasady -
Jak od Podstaw Kraje dławić...
A współczesne służby służą -
Niektórymi też kierują,
Idzie właśnie o kapitał,
Drugi Majdan, Magdalenka -
Czy reformy - czy ktoś pytał -
Komu kieszeń będzie pękać?
Klasa średnia - to jest przyszłość -
Dla narodu najważniejsza!
Pozostaje nam obdukcja -
A dla zdrajców zaś dedukcja -
Co i jak za ile sprzedać...
Ma być Państwo - Państwo Prawa,
Słuszny wyrok ma zapadać...

(Dziewczyny zaczynają oglądać się po sobie i szemrają z niepokojem)

Siergiej

Ja jako kapitalista,
Dziś dla dziewczyn - ja a vista...
Portfel spory owszem mam,
Własny dom - i jestem cham?
Czy wytworny - sama oceń -
Biorę Was do siebie babki -
Kuba nam zorganizował -
Tę imprezę - Witek - kocham! -
Kocham też i Ciebie -
Ojciec korporację ma -
I zatrudni jeśli trza...
Nasza firma ma tu przyszłość,
Mamy filie w innych Krajach -
Ty z szabelką romantycznie
Rzucasz hasła heroiczne,
Ale to bohaterszczyzna...
Kto ci dzisiaj rację przyzna?
Przędziesz z żoną jako tako.
Jeśli wierzyć w różne prawdy,
Czy jest przemysł to pogardy?

Jakub

Jeśli będzie jaki raut,
Zawsze zagram - a tu gwałt
Mi zarzucą na Ojczyźnie,
Że śpiew, klawisz a nie bliznę
Cenię w naszym łez padole -
Jest zabawa - ja pierdolę!!!

Witold

Racja, Pany kawalery -
Moja żona - będę szczery
Oczekuje znowu dziecka,
Za granicą nie chcę mieszkać...
A wy bawcie się kochani -
Jak Morozow i kto?... Stalin...

Siergiej

Chodźcie, chodźcie tu panienki -
Razem z Kubą żeśmy krewcy,
U mnie basen, nie frajery,
Sorry - właśnie jestem szczery...

(wstaje i krzyczy)

Cisza, cisza - tutaj już!!!...
Wiara - do mnie - jest impreza,
Tutaj nie ma po co lezać,
Ale przyszłszy pierwej - wiaro -
Nie chcesz chyba być swą starą -
Pod rozwagę daje hasło,
Zanim, światła wszystkie zgasną -
Ludzie - do aut - no i do mnie -
Będzie bosko i nieskromnie...

(ludzie krzyczą)

Wiara
(osobne głosy)

- Niechaj żyje prąciem Pan!
 Prezydentem będzie nam!

- Nie ma wiary - nie do wiary -
  Stara twoja to twój stary!

- Grylujemy, myly Państwo -
  Żeśmy żadne nie zaprzaństwo!

- Praca w korpo czy koszary -
  Stara twoja to twój stary!

- Robotnicy, burżuazja -
 Będzie draka, będzie jazda!

(ludzie wychodzą z domu Jakuba)

Jakub

(do Witolda)

Stary słuchaj, za niedługo
Tydzień, kilka - wiesz, mam granie...
Czy na piwko wyskoczymy?

Witold

Spoko - coś tam wymyślimy...
Masz dziś branie - cóż się stanie?
Same ładne są tu panie -
Coś tam kiedyś wymyślimy -
Zmykam... Trzymaj się, Artysto!

SCENA 2

(Witold wrócił do domu taksówką)

Witold

Hej Kochanie - jak się masz?
Pojechali moi kumple -
Wiesz są tacy, jak ich znasz
Duch wigoru gna ich w dziuple -
Czy bezpiecznie lot się skończy
Jeden Bóg to raczy wiedzieć...
Ciągle myślą "przeleć, przeleć"...

Żona

Dziecko śpi, ja ciągle czekam,
Aż Ty przyjdziesz - wiem, nie zwlekaj
Z swą decyzją w sprawie pracy...
W wojsku nie jest nic na tacy -
Tak jak mówisz...

Witold

                 Tak jak mówię,
Młodzi też poddani próbie...
Stopień mój jest niewysoki
Mimo studiów mych szerokich -
Władam biegle językami,
Ale Żono - Bóg nad nami...
Byłem dzisiaj ja w kościele
Z moim dobrym Przyjacielem...

Żona

Ja przepraszam, że nie byłam
Razem z tobą - sam wiesz przecież,
Dziecko w drodze - i utyłam,
Lecz się nie martw - będzie dziecię.
Potem wrócę znów do ćwiczeń.

Witold

Dla mnie zawsze piękna jesteś.
Wiesz, że byłaś, zawsze będziesz.

Żona

(ucieszona)

W domu pracy też jest sporo -
Tomuś zupkę zjadł w spokoju.
Kąpiel, skakał do pokoju,
Pośmiał się, powiedział "tęsknię,
Kiedy Tatuś znów przybędzie?"...
Ząbki nawet sam już myje,
Stara się, czasem się kryje
Za kanapą, bierze misia
I udaje, że na wojnie
Z misiem mówi swym dostojnie...

Witold

Wiem, mówiłaś, wczoraj - Mysia...
Rozkaz "padnij" pada znów?

Żona

Nie jest to - uff(!) - ... zimny chów...

Witold

Martwię się... Znów nowe życie
W naszych rękach, a pieniądze...
Właśnie skądże?... Nie wiem... Dobrze,
Jest ich może należycie,
Lecz koledzy w wojsku różni,
Dla kariery - pyszni, próżni...

Żona

Nie martw się jakoś to będzie,
W telewizji niezależnej
Pokazują pięknych ludzi -
Może Naród się obudzi?

Witold

Młodzi - albo Koran-Mekka,
Albo ten li Komoruchow,
Gdy włączają TVN-a,
Nie dostrzegą, że to ściema...
Dzisiaj ważne jest się bawić,
Nikt nie pyta - czy się martwić?
Z telewizji rynsztok płynie,
W komputerach coś się znajdzie,
Ale Naród, który nie wie,
Kto jest dobry w swej dziedzinie,
Wie... Ekspertem jest dziś każdy...
Rządzić nami - być jak w chlewie...

Żona

Trwać będziemy mimo wszystko,
Ty się nie martw, mój kochany.
Będzie dobrze, bądźmy blisko...
Kocham Ciebie bardzo mocno.

Witold

A ja Żonko jeszcze mocniej,
Będzie dobrze - ... Przemiń trosko!
Będzie łatwiej, będzie prościej...

Żona

Wiem, że my się nie poddamy.

(obejmują się)

SCENA 3

(Dom Siergieja, trzy kobiety leżą w wielkim łożu, Siergiej
i Jakub rozmawiają w kuchni przy wódce)

Siergiej

Dobrze, że żeś jest Kamracie.
Więc Wiesz - jak jest... Więc miej marzenia,
My w tej firmie - jak brat z bratem.
Jest moc imprez a na bankietach
Zbierzesz więcej niż do kotleta...
Pomyśl o tym, czy chcesz stangreta?

Jakub

Że co - i... że co mówisz?

Siergiej

Mówię trochę symbolicznie...
Niezła bryka - nielirycznie
Teraz się bym wypowiedział,
Żyć bogato kto zabroni?
Ile tylko chcesz Ty koni...
Umiesz zagrać w sumie wszystko...
Na klawiszach, na gitarze
I do tego Twój śpiew w parze...
Nie zabawa, nie ognisko...
Po co Ci te talent-szoły?
W górę skoczyć - po co w doły
Masz popadać - znów wesele...
Malowane wrota... Cielę...

Jakub

Że jak mówisz?... Co zaś dalej?

Siergiej

Co Temida? - można szaleć!
W naszym mieście czyja władza?
Kto kapitał z nas posiada?
Wiesz, że ojciec się dogadał
Z zagraniczną finansjerą...
I nie było - mniej niż zero!
Kilku ziomków, że tak powiem,
Było wtedy gdzie?... w Stolicy!
Biznes rozrósł się, jak liczył...
Kto się teraz po tym dowie...
Mamy swoich ludzi wielu,
Ale po okrągłym stole
Łatwiej było - bo na starcie,
Były szlaki nie przetarte.
Ojciec bywał za granicą,
A legitkę partii też miał...
Gdy zaczęły się rumory,
Wszechbrutalność ludzi z góry,
Oddał swą legitymację,
I tak utrudnienia były,
Ale na prywatyzację
Się załapał, Kubo miły...
Firma dobre ma fasady,
Żyje w zgodzie ze wszystkimi,
Rozwijając się...


Jakub
                  Zasady?
Trzeba znać się też na rzeczy?

Siergiej

Czy nikt nie podkłada "świni"?...
Gdy coś umiesz - nie bój się Ty!
Są kontakt i z knajpkami,
Restauracje - duże impry,
Jeśli będziesz trzymać z nami,
Sukces, kasa i kobity...

(stukają się kieliszkami i piją dalej)

AKT II

SCENA 1

(sobota, dom Witolda, obiad)

Witold

Kochanieńka żono droga,
Dzięki... Mogłem dłużej pospać...
Byłaś wcześniej u lekarza?
Jak tam synek nasz nieboga?...
Zapomniałem Ciebie spytać,
Wiem, że w piątek czas nam zleciał
Bardzo, bardzo jakoś nijak...
Po co płacić za malarza?
Pomaluję sam ten pokój,
Który dziecku jest na przydział...

Żona

(zmieszana)

A więc... A więc... Lekarz ginekolog...
Jak i ważne tam persony...

Witold

(zaciekawiony i zmartwiony)

Mów że prędko - był listonosz...
Znów wysokie są rachunki,
Ale jakoś damy radę,
Premię przecież znów dostanę...
Co ze szkrabem, żeś zmartwiona?

Żona

Nie jest z tym najlepiej... Ona...
Bo już twoja mama wie,
Zespół Downa - czy to źle?

Witold

Tak losowo się wybrało...
Myślę, że to było wtedy,
Kiedy była żeś w Holandii,
Po depresji, śmierć twej mamy
Wtedy takie miałaś plany...
Ech - te twoje przyjaciółki,
Taki właśnie bywa człowiek...
Narkotyki dali tobie...
Był to wtedy wczesny miesiąc.
Zabiłbym i mógłbym przysiąc,
Że to była ich robota,
Ja zgodziłem się... Tyś w drogę...
I wróciłaś znów zmartwiona...

Żona

LSD, hasz - no i feta...
Wiem... Uległą byłam... Przebacz...

Witold

To nie ważne, jak to było.
Nic, że źle się porobiło...
Chciałaś trochę się rozerwać,
Jako to się dzisiaj mówi...
One w firmie tam pracują,
Wiem, że mają nawet daczę...
Dziecko było wtedy ze mną,
Byłem wtenczas na urlopie,
Dwa tygodnie były tylko,
Gdy wróciłaś - wiemy, w ciążę
Zaszłaś... Była planowana.
Wiem, że jesteś ty mnie wierna.

Żona

Byłam, jestem, będę! Chciałam -
Tylko ja zapomnieć... Śmierć to
Jest rzecz niebanalna... Ty wiesz,
Jak się wtedy czułam... Boże!

(płacze)

Witold

Choć tu Żono - nie płacz, proszę.
Różnie los się toczyć może.

(obejmują się i płaczą)

SCENA 2

(niedziela, Witold dzwoni do przyjaciela - Franciszka)

Franciszek

Witam!

Witold

      Witam, Przyjacielu!
Co tam w świecie komputerów?

Franciszek

Wiele zleceń. Leci jakoś,
Pornografia - problem główny...
Wirusowa anty-sprawność,
Ale w końcu - równy z równym.
Poczta najpierw pantoflowa,
Że jest dobry informatyk,
Ciągle słowa, słowa, słowa,
Bywa - widzę dużo praktyk...
Moja fucha - jak u księdza,
Pornografia świat napędza...

Witold

Ma pociecha jest za mała,
Aby takie rzeczy znała.
Kilka latek ma - już mówi,
Myślę, że to jej nie zgubi.
Wiesz?... Przedszkola równościowe,
Jeszcze w naszym kraju rzadkie,
Tylko spotkasz je przypadkiem.
Wolna nasza - dość dwie słowie!
...
A ja w służbie dla Narodu!
Tylko nie mam owych chodów,
Co by zraza pozwoliły,
Na posadę odpowiednią,
Czasem nie mam na nic siły...
Tu solidność jest ideą!
Słuchaj ważko wrzech rozkazów,
Nie zająknij się ni razu!
Nawet jeśli durny trep,
Co nad tobą - głupi łeb -
Więc odpowiesz i za niego,
Nie ma to - tamto - kolego...
Ale są za to pieniędze,
I szkolenia też bezpłatne...
Trzeba mnie utrzymać dziatwę.
Nie ma to - tamto, że sądzę...

Franciszek

Kiedy zrobi się pogoda,
Zawsze trochę zdrowia doda...
Będzie lato - będzie pięknie,
Jedź na urlop - dobrze przędziesz,
Lecz twa Żona - żem ją widział,
Supermarket - na zakupach
Była z Tomkiem - a pociecha?
Była smutna... Wiedz Ty czemu?
Ona dobrą jest kobietą
Wiem, pociesza cię, gdy ciężko...
Tylko teraz kilka słów
Zamieniła ze mną znów...
że pogoda coraz lepsza,
Uśmiech bardzo ją upiększa...
Coś się dzieje - Witku Bracie?
Wiesz, że masz we mnie oparcie!

Witold

Franiu - będę miał znów syna.
Będzie i niepełnosprawny...
Lecz rodzina to rodzina,
Będzie miał najlepszą - prawdy -
Trudno takie przyjąć, kiedy
Wiesz, że szybciej skończy życie,
Po trzydziestce często tak jest...
Ciepły dom ma i okrycie,
Patriotyzm duchem naszym,
Jakoś sobie damy radę...

Franciszek

Nie rozumiem Koran-Mekki...
Nie rozumiem ja Platformu!
Panie Boże - gdzieś Ty, gdzieś Ty?
W bajkach wierzyć tylko Zorru...
Krzywda chcącym się nie dzieje
Więc i każdy ozdrowieje...
Prywaciarze - spółka zdrowia,
Jezus - ZUS - się przy tym chowa...
Becikowe - jak dla kogo?
Emigrujmy - Boże prowadź!

Witold

Jakoś pewnie się ułoży...
Cud nad Wisłą się powtórzy,
Może już nie takiej formie,
Znów postawią na Platformę -
I lemingi, wyborczaki,
Na Twój Ruch - może dzieciaki,
Leseferyzm, zapach trawki...

Franciszek

Wiem - zabrania się zabraniać...
Co z Zachodu - kiedyś z Francji,
Różne mody się panoszą,
Młodzi modne ciuchy noszą...
Dla mnie dżinsy, marynarka,
Zaś koszuli czarnej marka
Bądź nie ważna - musi ukryć,
Że za mało ruchu mam...
Gaszę pożar - strażak Sam...

(śmiech)

Witold

Pozdrów mocno swą kobitę,
To nie dziewczę w ciemię bite!!!
Ona czeka na to, byś ty
Się oświadczył - czyś kapryśny?
Kocha cię i na to czeka -
Wie - poznała już człowieka,
Który jest drugą połówką...

Franciszek

Szepczę często czułe słówko...
Trudno czasem żyć w czystości...
Jak się tobie to udało -
Nie wiem, nie wiem - się nie chciało?
Już nie jesteś kawalerem,
Nie mieszkałeś z swą Basieńką,
Już przed ślubem miałeś lekko -
Żeście wtedy już wiedzieli,
Wiem - oboje żeście chcieli...
A ja czasem na siłownię
I na basen idę znów...

Witold

Ćwiczę w pracy - też żem zuch...
W domu również - mam sposoby...
Czas wciąż pędzi, doby, doby
One nam wciąż uciekają...
Ale mam rodzinkę fajną,
Tylko sianko, tylko sianko...
To trzymanko...

Franciszek

              Hej - trzymanko!

(kończą rozmowę)

SCENA 3

(Jakub przychodzi ze swoją dziewczyną do mieszkania Witolda,
domofon)

Jakub

Halo? Hej, Hej Bracie?
Można? Gdzieś się wybieracie?

Witold

Proszę, proszę wejść...
Przez próg domka możesz przejść.

(wchodzą na trzecie piętro, Witold otwiera drzwi)


Jakub

Poznaj, Witku, to jest Ania...

Anna

Cześć!

Witold

      Hej, Hej, Witam... Żem zbaraniał!
Taka ładna białogłowa,
Proszę Boże mnie uchowaj!
Oczywiście żartem mówię.
Tylko z Kubą tak żarcimy,
W gruncie rzeczy się lubimy.

Jakub

Serdżi nas ze sobą poznał.
Bracie - czego żem ja doznał!

(Anna potrąca torebką Jakuba)

Anna

Cicho, pyszczku!... Już OKEJ?

Jakub

Ale znów dziś ciebie zjem.
Ona jest tancerką, Witku...
W łóżku jest a jakże gibku!

(Witold zmieszany)

Witold

Dobrze, dobrze, wchodźcie, wchodźcie...

Jakub

Rząd nasz nie jest na uchodźstwie!
Proszę, Witku, mądra głowo
Kawki zrobisz... Dobra?

Witold

                       Dobra.

(goście wchodzą do pokoju gościnnego, po chwili żona wnosi na tacy
filiżanki, podstawki, cukiernicę, mleko i dzbanek kawy)

Żona

Kogo wiatr tu dzisiaj przywiał...

Witold

Na bezrybiu i rak ryba!

Jakub

Nie drwij sobie z mojej duszy,
Nic nam po tym, gdy katuszy
Nie oszczędza los nam przeto.
Wiem, że wtedy człek gorzknieje...

Żona

Kubuś, po co te tematy?
Ważne, że masz kogoś...

Anna
                       A ty,
Basiu - jak słyszałam, Że masz
właśnie tak na imię - prawda?
Czekasz dziecka - jak nazwiecie?

Witold

Będzie zwał się "wieku kwiecie"
Ku czci szlachetnego Kuby,
Który pragnie swojej zguby!

Jakub

Granie tu jest, granie tam...
Klient - klient - cóż że cham?!

Witold

Nie na myśli masz Sierdżiego?
Wie, jak zawsze dopiąć swego...


Jakub

Więc wyobraź sobie, Fumflu,
Iż mam zespół wystrzałowy
I materiał jest gotowy...
Ja naprawdę Tiebia lubljiu!

Witold

Stary - wolno... Wolna droga,
Tylko, wiesz jak to - Platforma...
Trzeba cicho siedzieć ciągle,
Nie wychylać się za nadto...
Wilk jest syty, owca cała.
Czy jest miły nasz Pan Owsiak?
Sponsor i takiego wała(!!!)...

(pokazuje gest Kozakiewicza)

Ci uwielbią jakże bratnio!
W międzysłowiu musisz coś rzec,
Że to jest tak - a nie nad to,
Co by jako miało być...
Premierzyco - jak tu żyć?

(Anna i Jakub dopijają kawę)

Jakub

Dzięki, thank you za przestrogę
Pomódl za mnie się przed Bogiem.
Idę własną ścieżką życia,
Nic nie mając do ukrycia...
W poniedziałek duży koncert...
Wiem, nie może przyjść... To moment,
Ważny dla mnie - wiem, że chciałbyś,
Więcej trochę se zarabiać,
Się nie boję, ty się bałbyś?
Jeden koncert kilka kafli...

Witold

Tak w stolycy...
Prawią ciągle,
będziesz niczym,
Bukiem Bogiem.
Masz dylemat pewien, Bracie,
Nie odpowiem przecież za Cię!
Co na rzeczy?...

Jakub

Coś co przeczy...
Mam powiedzieć, że właściciel
Stacji Ti-Vi jest uczciwy -
Być czy nie być(?) - jakieś bycie...
Wiem, że przetarg jakiś wygrał,
Jest w konflikcie z tele TRWAM...
Nie obchodzi mnie, czy cham!
Na tym raucie, gdy podejdzie
Do mnie jakiś imć pomagier
Wywiad ze mną przeprowadzić,
Mam zaświadczyć, że ów dochód
Z pono zacnej inicjacji
Idzie na niepełnosprawnych...
Wiem, że Dyzma - polityka...
Ale dzisiaj już poleciał
Nasz teledysk na Youtube'ie
Milion już wyświetleń ma,
Dobra firma... Start już mam...

Witold

Więc szerokiej drogi życzę.
Niech to będzie koncert życzeń.

(Anna i Jakub wstają, żegnają się i wychodzą)

AKT III

SCENA 1

(poniedziałek wieczór, Franciszek dzwoni do Witolda, żona w pokoju)

Franciszek

Hej, Hej! Widział żeś Kubeczka?
W telewizji się uwiecznia!

Witold

Czekej - głośno dam mówiący,

(daje na "głośnomówiący")

Czy żeśmy jako myślący?
To nie zawiść - życzę dobrze,
Ale Kuba - Panie Boże!
Niech mu będzie tak jak trza,
Każda teraz jemu da...
Rzekłem doń "szerokiej drogi!,
Niech go gdzie-bądź niosą nogi...
Ech - no - ech...
Co z nim jest?

Franciszek

Ty wiesz, że tam tylko w lewo,
Na czerwono bądź różowo...
Ale bliskość - trzeba wiedzieć,
Z kim przebywasz i co będzie...
Gdyby żartem potraktować
polityczne ów zaszłości,
Rzekłbym tak o tej zaszłości,
Czasem można pokutować...
...
Był raz jeden frant, co z bata
Afront dupie jeden zadał -
Wszystko byłoby i łatwe -
Lecz a On toć chciałby dziatwę...
Była tylko to rozmowa -
Pettingował - "Boże - prowadź!"...
Facet był już dość pijany -
Nie chciał bić już o nic piany...
Więc niewiasta wtem czekała -
Jemu rzadko pała stała -
Był milutki, lecz nie wiedział -
Co mu zafunduje przedział...
I przesadził - rzekł On ku niej :
Dosyć tego stanu rzeczy -
Moja kuśka mnie tu przeczy!!!
Gdyby tylko wiedział wcześniej,
Że Partnerka - transwestyta -
Chciała tylko jak kobita...
Zapragnęła być hetero -
Na wskroś miłą, na wskroś szczerą! -
Obraziła się niechybnie,
Na wybranka - sukcesywnie -
I wtem rzekła, gdy aktywnie
Sobie znów poczynać miał -
Jestem Krzysztof - Krzysztof B. -
Już wiesz - czemu Ciebie chcę!!!
Z chęcią bym ja Ciebie brał,
Ale masz, co żeś li chciał!!!
Jak historia się potoczy?(!)
Kto tu komu dzisiaj psioczy?(!)
Jaki morał z tego - wiecie? -
Czy do siebie pasujecie(??)..

Witold

Ha, ha, ha, ha!!!

Franciszek

Tra - ta - ta - ta...
Czasem Franek strzeli z bata.
Lepiej niech uważa na się,
Niech uważa, Ty masz Basię!

Żona

Była raz sytuacja dziwna -
Pokłócili się frendziarze -
Miłość to jest rzecz ohydna!
Klęli na się jak dresiarze!
O słownictwo i o żarty -
Wyłożyli na stół karty!
I nie mogli se wybaczyć -
Na swe ruchy jęli baczyć!
Wszystko byłoby łatwiejsze,
Gdyby żarty były lżejsze -
Lecz wybaczcie teraz sobie,
Co zarzucić można Tobie? -
Temu, który właśnie słuchasz -
Czasem nosi nas fantazja...
Wszak jesteśmy burżuazja -
Bądź za dużo alko łykasz?
Odpuść, wybacz - szanuj innych -
Każdy z nas jest trochę winny -
Bądźmy więc choć sprawiedliwi -
Przede wszystkiem MIŁOŚCIWI!
Dobra jak i wsparcia pragniesz?
"Król jest nagi!" - krzyczy balwierz!
Róbmy swoje(!!!) - co tak hukasz?(!) -
Czego tak uparcie szukasz?...
Każdy szuka czyjejś winy -
I chłopaki i dziewczyny -
Więc szanujmy się wzajemnie -
Będzie wszystkim NAM przyjemniej(!)...

Franciszek

Wszędzie diabły w cnej postaci -
Obmawiają - ktoś im płaci?...
Kiedy znowu zgoda będzie?...
Słowa słowom przeczą wszędzie...
Z tyłu dupa - z przodu dupa -
Wszyscy grają tutaj głupa!!!
Czy udupiać się wzajemnie -
Jest nam nader tak przyjemnie?...
Jeśli tak to tu wygląda -
"Ruszę dalej przez pustynię -
Czasem woda się nawinie -
Nie bierz kobiet za wielbłąda -
Suma sumień nam zaciąga
Kredyt może zaufania -
No - ać czasem zadufania -
Co bez sensu i z nadania?..."

Witold

Cieszę ja się jego szczęściem,
Król jest teraz w swym królestwie...

Franciszek

Kuba teraz wszystko słyszy,
Telefona w drugiej dłoni
Mam ja - niech się byczy,
Laur na jego nagiej skroni...

Witold

Niechaj mówi, niechaj prawi
I się przy tym dobrze bawi...

Jakub

Ostrożniasto słowa ważę -
Co się komu dzisiaj marzy?
Drodzy Panie i Panowie -
Każdy sobie rzepkę skrobie...
Kiedy wrócą, moi mili,
Byśmy się czegoś napili?

(nagle słychać krzyki i huk)

W lewo, w lewo!!!...

SCENA 2

(szpital - Witold, Franciszek - stoją i leżący na łóżku szpitalnym Jakub budzi się)

Witold

Jak się czujesz, Bracie?
Rosołek mam dla Cię.
To Basia Tobie zrobiła.
Śmierć pisana ci była...
Przeżyłeś jakimś cudem.

Franciszek

Jesteśmy z Tobą, Kubuś.
Nikogo innego tu nie ma.
Czeka cię trochę trudu...
Masz z kręgosłupem problem.
Wróżą ci pół na pół szanse...
Możliwe, że chodził będziesz,
Lecz rehabilitacja...
W niej teraz tylko racja.

Jakub

(z zamkniętymi oczami)

Zatem to moje złoto cenne dla mnie pięknem,
Uprawię tę wizytę w rozkosz informując,
Iż oferuję cuda natury, gdy klęczem-
Tak skaczemy też z natury, taniec ujmując...
W jego pięknie i prawdzie zawsze, którą niesie.
Tak pięknem jak i prawdą uderza muzyka.
Tak! Teraz pojmuję, że zbawienie przyniesie.
Jednakże momentem czuję, iż mi umyka...
Ja zawsze kochałem sztukę-jak owoc.
Wprawdzie niedelikatnie mi też ją dano,
Choć nie tańczyłem, to oglądałem aktorów,
Tancerzy... - Był pokaz, rwano mnie z krzesła mego,
Ja chciałem piękna, a nie-mówili-potworów...
Wszyscy wokoło bez litości powiadali,
Że każdy z nich to sługa co strasznych kanibali,
O których mniemano, że mają zębiska,
A nimi moją głowę zaczną wnet ściskać.
Odejdźcie, proszę!!!!...
Nie chcę widzieć Anny na oczy...
Nie chcę! Nie chcę!

(płacze)

Witold

(kładzie rosół na stoliku przy łóżku szpitalnym)

Chce być sam...

Franciszek

Nic tu nam.
Wrócimy...

SCENA 3

(Anna, Witold, Franciszek - Anna otwiera mieszkanie Jakuba)

Anna

(obojętna)

Nic tu po mnie... Ech, chłopaki...
Wiem, że jest mu ciężko - jaki
Znowu stan nastanie...

Franciszek

Oto właśnie jest pytanie.

Witold

Sirdżi wcale nie odbiera.
Minął tydzień, jest niedziela...

Franciszek

Reklamuje swoją firmę.
W poniedziałek konferencja.
Lecz co nasza tam obiekcja..

Anna

Mieszkam tu pod nieobecność.
Cóż... Przeczekam gorszy czas...
Będzie kiedyś tak jak ma...

Witold

Aniu, zrozum, proszę ciebie...
Wiemy, że żeś tu przejazdem...
Kumple Serdżia... Są eventy,
Wiemy - palił tylko skręty...
Sam prowadził, przyjechałaś
Trochę później... Heca cała...
Zdenerwował się i dzwonił.
Żeśmy sobie żartowali.

Franciszek

Prowadziła inna pani.
Już kopnęła wtem w kalendarz.
Serdż się martwi, jak tam sprzedaż...
Zostań w domu - na ten czas.
Mówił, że nie chce cię widzieć,
A on przyjaciel jest nasz!!!

Anna

To, HEJ!
Jedźcie.

(wychodzą, Anna zamyka drzwi)

AKT IV

(łóżko szpitalne, Jakub budzi się, Witold i Franciszek stoją obok)

Witold

Hej, Hej Bracie!

Jakub

Jak się macie?
Chciałbym rzec wam coś ważnego...
Od pierwszego, do pierwszego,
Jeśli uda się wyzdrowieć...
Moja krótka... Zbędna spowiedź...

Franciszek

Ale...

Jakub

     ALE?... Nie ma ale
Co ja czuję, niechaj powiem...
Mnie nie wyjdzie to na zdrowie...
Bo nawet nie wiem, czemu to robię, karząc się,
Marząc się jak dziecko, wnet mówiąc "kocham cię".
Jakbym mówił to cierpieniu, co tu kobietą-
Całuję obojętnie, widząc w niej zaletę!
Zamiast mieć niewiastę przy boku, by żyć sensem,
Sensem prawdy, gdy kościół wskazuje ascezę,
Co mnie niszczy, nie ubarwia, ni nie ujawnia...
Każda miłość jest mnie kłamstwem, nic nie wytchnieniem
W oszustwie i w złudzie nie może być spełnieniem!
Tylko widzę pustkę złych ludzkich obcych twarzy,
I każdą wziąć możesz szalę, co tobie zaważy.
W obliczu bezradności zło nas torturuje.
Bo w sobie człowiek prawdy wcale upatruje!
A chciałbym na zawsze posiąść ją sobie,
By opatrywać nią całego mnie i tobie...
Tak! Tobie ma jedyna miłości prawdziwa,
Gdzie żyć możesz i w prawdzie wiem, że tam będziesz żywa.
Że nie stracę cię na zawsze i nic nie stracone-
Ni nie będzie nawet tchnienie twoje zmącone...

(wskazuje kartkę, Witold podchodzi i bierze ją do ręki)

Witold

Mówi jak natchniony... Co nam powie jeszcze?
Jakby odmieniony...

Franciszek

Co powiesz, Barcie - jak do domu wrócisz?

Witold

Ciepły głos żony...

(do pomieszczenia wchodzi Basia)

Jakub

Basiu, proszę, przeczytaj to na głos...

(wskazuje na kartkę, Witold przekazuje Basi kartkę)

Basia

(czyta)

Więc przy życiu życie trzyma jak płącz słodki,
Gdy całuję mą kobietę tak z miłości,
Że nie liczy nic się, li ten świat wiotki,
Wiedząc, że wieczne będzie piękno młodości.
Czy mnie spotkać się na wieki w zwiciu piękna-
W cudzie światła bezsenne granice świata
Szukające latarni, co jest dostępna!
Nieskończone piękno - lecz to nie te lata.
A oblubieńcy ni nie czują miłości,
Tylko zawód, smutek jak i cierpienie.
Toć przecie wypłynęło z chętek młodości!
Nie! To było tylko wewnętrzne pragnienie.
Zatem czemu zawód i zgubę przyniosło?
Bo nie kochali... A tylko siebie samych...

(Jakub zasypia)

Franciszek

(przyciszonym głosem)

Grunt to rodzina, fajna rodzina...
Noc się zaczyna, dzień rozpoczyna...
Raz jest nam źle - coś się zaczyna,
Coś nam kończy - chłopiec, dziewczyna...
Gdy nowe życie się nam poczyna,
Człowiek maszyna... Człowiek maszyna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz